czwartek, 20 marca 2025

30 lat Bielucha, uruchomienie produkcji.

 Moje wspomnienia z Bielucha.


   Zarząd Spółdzielni Mleczarskiej w Chełmie ,wtedy jeszcze Biomlek, 5 kwietnia 1995 roku podpisał umowę z duńską firmą APV na dostawę i uruchomienie urządzeń do produkcji serków technologią ultrafiltracji. A już w listopadzie 1995 roku ruszyła produkcja. Trzeba przyznać że tempo inwestycji było imponujące.

   W latach 90-tych technologia ultrafiltracji do produkcji serków w Polsce nie była stosowana, ale była znana w Danii, Szwecji czy Niemczech. Dlatego wielu doświadczonych mleczarzy, nie kryło zdziwienia, że tak mała spółdzielnia mleczarska  na wschodzie Polski, bez doświadczenia, chce w nią zainwestować. Linia do produkcji serków Bieluch została zaprojektowana i zbudowana przez zespół pracowników spółdzielni, kierowany przez Janusza Mojak V-ce Prezesa, na podstawie wskazań i doświadczeń duńskiej firmy APV, dostawcy modułów ultrafiltracji.

 W trakcje montażu modułów ultrafiltracji, pakowaczek i linii łączących: rurociągi mleczne, elektryka, automatyka i inne, trwało szkolenie pracowników, wytypowanych do pracy na tym dziale. W-ce Prezesa Janusza Mojaka w tych pracach wspierali kierownicy działów i specjaliści: pracami nad montażem kierował Jacek Dyś - Główny Mechanik, przygotowaniem technologicznym Anna Drozd - Kierownik Produkcji, przygotowaniem badań nad jakością Marianna Małkiewicz.  Za dobór opakowań, grafikę i pierwsze wdrożenie odpowiadała Ewa Gorajek - specjalista do wdrożeń i promocji. Niewątpliwie newralgicznymi stanowiskami przy tej produkcji są; operator modułów ultrafiltracji, został nim Andrzej Poznański, który na tym stanowisku pracuje nieprzerwanie do dziś. oraz operator obróbki mleka którym był Mirek Kowalczyk.

   Czym bliżej rozpoczęcia produkcji serka, tym bardziej, wzrastało napięcie wśród załogi ale także w samym Zarządzie. Były oczekiwania co do konsystencji, smaku i jakości, dla wszystkich była to duża niewiadoma. 

   W listopadzie 1995 roku, wszystko było przygotowane, z Danii przybył inżynier do uruchomienia instalacji. Pierwsza produkcja jednak nie wyszła, inżynier z Danii zauważył nieprawidłowe parametry na monitorze, i szybko rozłączył linię, a serek wyciekł na posadzkę. Pracownicy pracujący przy produkcji, dosłownie rzucili się do jego próbowania, każdy chciał poznać jego jakość a szczególnie smak. Druga próba po pewnych poprawkach wyszła bez problemów.

I tak serek Bieluch jest produkowany już 30 lat.

Waldemar Skibiński

czwartek, 13 marca 2025

30 lat Bielucha, dlaczego Bieluch nazywa się Bieluch.

Moje wspomnienia z Bielucha






 

    30 lat na rynku to dobry wynik , dla produktu i jego nazwy. O wyborze produktu pisałem w poprzednim blogu, a teraz jak została wybrana nazwa dla serka z UF. Przy wyborze nazwy dla nowego produktu, zawsze jest problem , jaką wybrać, tak aby klienci ją zaakceptowali. Zarząd Spółdzielni Mleczarskiej w Chełmie, ogłosił w sierpniu 1995 roku konkurs na nazwę, wyrażając swoje sugestie: - powinna nawiązywać do Chełma, - powinna utożsamiać się z walorami serka, który jest delikatny, biały, naturalny, produkowany z mleka z terenów ekologicznych dorzecze rzek Wieprz i Bug, od Roztocza do Podlasia.

   Do konkursu zaprosiliśmy naszych klientów, rolników i sympatyków. Wpłynęły 74 propozycje. Wyboru dokonywaliśmy w trzech etapach. W I etapie zostały powołane 3 komisje: pracownicy i rolnicy, Wojewódzki Ośrodek Doradztwa Rolniczego, Fundacja Spółdzielczości Wiejskiej. Każda ta grupa miała wyłonić po 5 nazw. W II etapie komisje wyłoniły  3 nazwy: bieluch, serek chełmski, , bioserek. Zarząd zaproponował Radzie Nadzorczej nazwę " Bieluch", która została zatwierdzona. Ponadto podczas tego konkursu została wybrana nazwa dla serków z dodatkami to "Smakosz".

   Po sprawdzeniu kuponów, okazało się że tą nazwę Bieluch zaproponowała Joanna S, najmłodsza pracownica działu handlu 20 lat, za co otrzymała nagrodę 250 zł. Dzisiaj oceniam ten wybór na 10 , podobnie ocenili konsumenci. Natomiast nazwę Smakosz zaproponowała Helena K, kierownik zaopatrzenia, także otrzymała nagrodę 250 zł. Niestety nazwa Smakosz po kilku latach została wycofana, bo nie znalazła uznania u konsumentów. Zmniejszono także ilość serków smakowych, a te które zostały, produkowano pod nazwą Bieluch.

   W latach 90 tych Spółdzielnia Mleczarska w Chełmie nosiła nazwę Spółdzielnia Mleczarska BIOMLEK, niestety ta nazwa została zakwestionowana przez Inspekcję Jakości Handlowej Artykułów Rolno Spożywczych. Problemem była część nazwy Bio, którą mogli używać producenci posiadający atesty ekologicznej żywności. Konsekwencją było ukaranie Prezesa czyli mnie grzywną, oraz konieczność zmiany nazwy. Zmieniliśmy nazwę na Spółdzielnia Mleczarska Bieluch w Chełmie, przyjmując nazwę, od swego sztandarowego produktu.

   Dzisiaj pod marką Bieluch, produkowane są nie tylko serki ale także: jogurty, śmietany, kefir, masło, mleko, twarogi. 

   Nazwa Bieluch nawiązuje do ducha Bielucha z legendy napisane przez Longina, Jana Okonia. Duch Bieluch pojawia się w chełmskich podziemiach. Jest życzliwy, przyjazny ludziom i spełnia ich marzenia. Zaprosiłem Pana Longina na uroczystości związane z 80 rocznicą powstania naszej Spółdzielni, gdzie miałem okazję podziękować za stworzenie takiej postaci dla chełmian i Spółdzielni.

   Na zakończenie refleksja, czy  dobrą nazwę wybraliśmy, czy nazwy Serek Chełmski  lub Bioserek , bardziej by przypadły do gustu  klientom. Moim zdaniem wybraliśmy bardzo dobrą nazwę. Proszę o komentarze.

   Waldemar Skibiński




   

piątek, 7 marca 2025

30 lat Bielucha


    Moje wspomnienia z Bielucha, wybór produktu.

  • Spółdzielnia Mleczarska BIELUCH w Chełmie świętuje 30 urodziny swego sztandarowego produktu serka Bieluch. A listopad 1995 rok, to data od której rozpoczęła się współczesna historia Spółdzielni. Wiele osób pytało mnie o kulisy powstania Bielucha. Nie da się na to pytanie odpowiedzieć krótko, jednym zdaniem, bo wiele osób się do tego przyczyniło. To był pewien proces składający się z decyzji Rady Nadzorczej, propozycji innowacyjnej Zarządu, wybrania nazwy, technologii, wdrożenia oraz wprowadzenia i promocji produktu na rynku. 
  • W latach 90-tych wiedzieliśmy, że szansą dla naszej spółdzielni, na sukces, może być tylko nowy innowacyjny produkt nazywaliśmy go strategiczny. Zarząd Spółdzielni otrzymał zadanie, przedstawić Radzie Nadzorczej trzy propozycje.
  • W tym czasie Spółdzielnia Mleczarska w Piątnicy uruchomiła jako pierwsza w Polsce, produkcję serka cottage cheese, który był nowością na rynku amerykańskim. Razem z Januszem Mojakiem oglądaliśmy linie do produkcji tego serka w Piątnicy. Prezes Mleczarni z Piątnicy był w Chełmie, zamierzał stworzyć w Polsce sieć produkcji cottage cheese. Nawet, widział taką produkcję w Chełmie. Jednak technologia cottage, wymaga płukania ziarna wodą a popłuczyny odprowadza się do ścieków. Nasza Spółdzielnia nie miała oczyszczalni ścieków a MPGK nie wyraziło zgody na przyjęcie takich ścieków. 
  • Dlatego Radzie Nadzorczej  zaproponowaliśmy: Mleko UHT, Serki z UF.  Jogurty. Mieliśmy bardzo dobrą ofertę na linię do produkcji Mleka UHT z firmy Tetra Pak, którą można było wbudować w halę produkcyjną , gdzie wcześniej produkowano mleko i śmietanę w butelkach. Byliśmy średnią mleczarnią a ten produkt był dla dużych. Rentowność jednostkowa na mleku UHT nie była wysoka, liczyła się wielkość produkcji. Ofertę na linię do produkcji serków z UF przedstawiła firma APV. W tym czasie tylko jeden prywatny producent w Polsce, produkował tego typu serki. Technologia innowacyjna, zużycie mleka na 1 kg serka 3 litry. Ofert na jogurty wpłynęło ze 3. Technologia znana, produkt obecny na rynku, brak innowacyjności.
  • Rada Nadzorcza na trzecim posiedzeniu , zadecydowała Serki z UF. 
  • Fundacja Spółdzielczości Wiejskiej w Chełmie w osobach Beaty Krzewińskiej i Lucjana Czuża, czynnie pomagała nam w wyborze produktu, poprzez przeprowadzanie symulacji ekonomicznej  
  • Myślę, że warto wymienić tych co decydowali o narodzinach Bielucha


  • Rada Nadzorcza : Teresa Dzius z Gminy Wierzbica - przewodnicząca, Tadeusz Zapolski - Dyrektor RZD Bezek,  Barbara Kusy z Gminy Białopole, Mieczysław Niedzwiecki z Gminy Dubienka, Zygmunt Lenart z Rudy Huty, Józef Głąb z Sawina, Marian Weremczuk  z Wierzbicy, Zdzisław Góralczyk z Siedliszcza, Henryk Dąbrowski z Gminy Hrubieszów, Kazimierz Łopąg z Gminy Chełm, Kazimierz Lewczuk z Gminy Chełm, Stanisław Ryć z Cycowa, Henryk Potocki z Dorohuska, Henryk Nosal ze Żmudzi, Danuta Łubkowska z Woli Uhruskiej, Kazimierz Sobiecki z Hańska, Wiesław Kapała z Urszulina, Alicja Kufel - reprezentowała pracowników.
  • Zarząd : Waldemar Skibiński-Prezes, Janusz Mojak - V-ce Prezes, Waldemar Białas - członek Zarządu, Główny Księgowy.  
  • Na zakończenie refleksja, czy dobrze wybraliśmy, czy Spółdzielnia odniosłaby sukces przy mleku UHT lub Jogurtach ? Moim zdaniem dokonaliśmy bardzo dobrego wyboru. Proszę o komentarze w tym temacie.
  •   Waldemar Skibiński                                                                      

środa, 19 października 2022

Od Chełmskich Dębów do Ambasadora Miasta Chełm

 

Spółdzielnia Mleczarska Bieluch,

Od Chełmskich Dębów w 1994 r do Ambasadora Miasta

 Chełm w 2022 r.


Z radością i satysfakcją przyjąłem informację, że na

 uroczystej sesji rady miasta Chełm po raz pierwszy

 przyznano tytuły Ambasadora Miasta Chełm. Jednym z tych

 tytułów wyróżniono między innymi Spółdzielnię Mleczarską

Bieluch.

Historia współczesna Spółdzielni Mleczarskiej Bieluch, sięga

 1994 r, kiedy w Plebiscycie Wojewody Chełmskiego

 otrzymała kryształową statuetkę „Chełmskie Dęby” za Napój

 Mleczny BIO. Było to pierwsze wyróżnienie Okręgowej

 Spółdzielni Mleczarskiej w Chełmie /wtedy taką miała 

nazwę/. Napoju mlecznego BIO już nie ma a szkoda, był

 naprawdę dobry i na tamte czasy innowacyjny. Można

 powiedzieć że był to falstart.


Drugie wejście na rynek z nowym innowacyjnym produktem

 w 1995 r, okazało się dużym sukcesem, który trwa do dziś.

 To serek naturalny Bieluch, produkowany technologią

 ultrafiltracji. Stał się strategicznym produktem Spółdzielni,

która przyjęła od niego swoją nazwę. Serek Bieluch jest na

 rynku już od 27 lat, i mimo że wielu próbowało, jest nie do

 podrobienia. Mówiąc językiem marketingowym to dojna

 krowa dla Spółdzielni Bieluch, której czas nie przeminął.




Od tamtych czasów Bieluch co rok wprowadzał nowe

 produkty na rynek. Był na wszystkich istotnych targach

 rolno-spożywczych w Polsce w Katowicach, Poznaniu,

 Krakowie, Lublinie, Warszawie, Gdańsku, Rzeszowie,

 Tarnowie i innych mniejszych miejscowościach. Na tych

 imprezach mieliśmy zawsze ulotki o Chełmie.

Produkty Bielucha są znane w całej Polsce. Będąc Prezesem

 do 2013 r , starałem się policzyć wszystkie tytuły i

 wyróżnienia, doliczyłem się około 100 a później licznik bił

 dalej. W ten sposób promowaliśmy produkty Bielucha a

 także Miasto Chełm.

Często się zastanawiałem czy Spółdzielnia Mleczarska

 Bieluch, poprzez swoją działalność promuje Chełm, nasze

 miasto, czy Miasto Chełm swoją nazwą, historią,

położeniem promuje Spółdzielnię. Dzisiaj wiem że

 promowanie miasta Chełm przez Spółdzielnię po 28 latach

 zostało docenione



Teraz jako emeryt i konsument jestem usatysfakcjonowany że

 moja Spółdzielnia dalej się rozwija, utrzymuje poziom

 jakości i innowacyjności na najwyższym poziomie i jest

 doceniana przez konsumentów. Jest to zasługa ludzi

 działających w Radzie Nadzorczej, Zarządzie ale także

 rolników i pracowników. Istotne jest także zgranie

 wszystkich członków tak aby grać do jednej bramki bez

 samobójów, mówiąc językiem piłkarskim

                                                        Waldemar Skibiński

piątek, 14 lutego 2020

Kumowa Dolina. Żabia Mowa

Kumowa Dolina, Żabia Mowa w dolinie
Nazywam się Waldemar Skibiński, mogę powiedzieć że przez ponad 70 lat mieszkam w sąsiedztwie Kumowej Doliny.
 A wcześniej mieszkali tu moi rodzice , i ich rodzice i ich....Kumowa Dolina była dla nas miejscem pracy, rekreacji, odpoczynku i rozrywki. To tu zbieraliśmy grzyby, kwiaty, kopaliśmy piasek pozyskiwaliśmy drzewo. Na naszych oczach zmieniała ono swój wygląd, swoje przeznaczenie. Moi przodkowie opowiadali o dziejach Kumowej przed wojna i wcześniej, /wiele lokalnych przekazów/. Dlatego postanowiłem o tym napisać.
Skąd pochodzi i kiedy powstała nazwa „Kumowa Dolina” trudno dociec. Oskar Kolberg w swoim potomnym dziele wydanym w Krakowie pod tytułem „Chełmskie, obrazy etnograficzne” z 1890r. na stronie 352 pisze:
Kumowa Dolina. We wsi Kumów pod Chełmem znajduje się jezioro. Podanie o nim takie: gdy raz w dawnych czasach jeździli kumowie z dziecięciem do chrztu, kum i kuma powracając w nocy przez miejsce gdzie dziś rozlewa się jezioro, zapłonąwszy do siebie nieczystym uczuciem, popełnili  występek kazirodztwa. Wtedy za karę występku, lubo jedna tylko popełniła go para, wystąpiły z głębin ziemi wody, zalały całą dolinę i zabrały cały uważany już za grzeszny orszak chrzestny; na środku jeziora została tylko malutka kępa, gdzie znaleziono nazajutrz i ocalono świeżo ochrzczone dziecię. Wody od tego czasu pozostały w miejscu i utworzyły jezioro, które atoli przez pamięć zaszłego tu wypadku, lud dotąd kumową doliną nazywa"
Natomiast starsi mieszkańcy Krzyżówek Lubelskich, wspominali że na obrzeżach terenów Kumowej Doliny od strony Ulicy Podgórze, na pagórku, jak się jedzie do masztu obok amfiteatru, biło źródło a woda spływała do małego jeziorka. Jeziorko było znane z właściwości uzdrawiających, miałem okazje to sprawdzić. Mając 6 lat zachorowałem z bratem na koklusz, którego nie mogłem się pozbyć. Nasza Babcia,pewnego wieczoru, zaprowadziła nas nad jeziorko do Kumowej Doliny. Trafiliśmy na koncert żabiej muzyki, popiliśmy wody źródlanej, oddychaliśmy powietrzem z lasu i parującej wody z jeziorka. Później lubiliśmy biegać tam sami. Po kilku dniach po kokluszu nie było śladu.
Dlatego wśród ludności mieszkające w rejonie Kumowej Doliny od strony Krzyżówek Lubelskich krążyła wersja, że nazwa pochodzi od mowy żab /kumkanie/,mających tam swoje siedlisko. Kum mowa.

Na stronie Polskiego Związku Łowieckiego napisano, że myśliwym, nazwa Kumowa Dolina kojarzy się ze strzelnicą myśliwską Zarządu Okręgowego PZŁ w Chełmie i istniejącym tam jeziorkiem. Jakoby o tym jeziorku pisał Oskar Kolberg.
Według mojej wiedzy i przekazów najstarszych mieszkańców Krzyżówek Lubelskich, strzelnica myśliwska została zlokalizowana po wyrobisku piasku. W tym miejscu znajdowała się duża góra, podobno wyższa od Łysej Góry, która zawierała bardzo dobrej jakości piasek. Stąd wozami konnymi, piasek wożono na budowę Gmachu i Osiedla Dyrekcja, stacji Chełm Miasto a po wojnie do betoniarni na ulicy Szpitalnej. Zajmowali się tym zawodowi furmani jak Kumczyńscy, Trojanowski, Czyżewski i okoliczni rolnicy. Na kopalni piachu dochodziło często do wypadków, osunięcia się skarpy piachu i zasypania pracowników. Informacje o tym krążyły wśród mieszkańców.
Notabene źródło bije do dziś, mimo że ktoś zdemontował studnię, zabierając trzy kręgi betonowe i ją zasypując. A ono na przekór dalej wybija i małym strumykiem woda spływała zboczem, w kierunku dawnego jeziorka. Studnia źródlana była wykorzystywana przez mieszkającego w tym miejscu Pana Grabka z rodziną a w latach 90 tych przez działkowców z pobliskich ogródków. Pan Grabek był zatrudniony przez wojsko jako strażnik terenów wojskowych./ strzelnice, imitacja miasteczka do ćwiczeń kierowania ogniem artylerii czy magazynu amunicji tzw. prochowni.
Przekazywałem informacje o tym źródle,poprzednim włodarzom Miasta Chełma. Proponując odtworzenia stanu pierwotnego, jako atrakcję rekreacyjną terenów amfiteatru czy stoku narciarskiego. Niestety bez rezultatu. Ponawiam propozycję do nowych włodarzy. C.d.n. Waldemar

wtorek, 27 lutego 2018

Szkoła. STO LAT nauczania w Polsce

                                                                                                                                                                                                                 Szkoła Podstawowa nr.3    
                                                                          Im. Adama Mickiewicza 
                                                                          w Chełmie    


   Zbiórka harcerzy przed szkołą /zdjęcie wykonane w 1938 r./  Na zdjęciu pierwsza z prawej drużynowa Muzyka, córka dowódcy 7 pp stacjonującego w Chełmie oraz zuch Zofia Jędrzejewska.
                                   

Moje wspomnienia.

Do Szkoły Podstawowej nr 3 w Chełmie uczęszczałem w latach 1954-1961. Zostałem zapisany przez mamę, razem z bratem Januszem, ja miałem wtedy siedem lat a brat sześć. Mama chyba, zastosowała jakiś fortel z Panią Dyrektor, bo wtedy sześciolatkowie nie mogli chodzić do szkoły. W szkole wszyscy myśleli, że jesteśmy bliźniakami. Podobno byliśmy do siebie podobni, dlatego rodzice zakupili dla nas sweterki z inicjałami, na jednym była litera W na drugim J.
Pamiętam szkołę, jako dużą z czerwonej cegły. W środku były klasy, sala gimnastyczna i świetlica z pianinem. Na zewnątrz, plac do zabaw, bieżnia na
60 m, i ubikacje. Podłogi drewniane, stale były ropowane. Dzisiaj oceniam to na prymityw ale wtedy był to standard.
Kadra nauczycielska to w większości nauczyciele, którzy uczyli moich rodziców, jeszcze przed wojną ale też młodzi. Pamiętam dyr. Medyńską, nauczycieli Jankowską, Żmórkową, Prościńską, Urbanowską, Sieciechowicz.
I woźną Dziurową. Nauczyciele byli dla nas autorytetami, zapamiętałem ich jako dystyngowane panie z dużą powagą i dystansem do uczni. Była dyscyplina, kilka razy stałem w kącie.



Nauczyciele, Koleżanki i Koledzy z mojej klasy 















Uczniowie to koledzy z Krzyżówek Lubelskich i ul. Lubelskiej, których znałem i nowi z Pilichonek, Terpiczówki, Trubakowskiej, Malowane, okolicznych wiosek / Horodyszcze, Rutka, Majdan, Zawadówka. Ponadto dzieci kadry wojskowej z koszar. Dzieci rolników, robotników, mieszczan, kupców i inteligencji, a jeden chłopak pochodzenia Ormiańskiego. Szkoła nas wtedy integrowała.                              Co działo się w szkole ? Na początku uczyliśmy się pisać, czytać, liczyć. Pisaliśmy stalówką maczaną w atrament, lub ołówkiem. Był przedmiot kaligrafia, na którym poznawaliśmy tajniki ładnego pisania, byłem z tego niezły. WF odbywał się w sali gimnastycznej albo przed szkołą. W sali gimnastycznej, skakaliśmy przez kozła lub skrzynię, i gry zespołowe. Na małym boisku biegi na 60 metrów, skoki w dal i wzwyż, i granie w zbijanego. Co jakiś czas chodziliśmy na stadion na zawody z uczniami z innych szkól. Najlepszy w biegach był Władek Warzecha kolega z klasy. Po latach spotkałem go na biegach masowych w Chełmie, zawsze był w czołówce. Odbywały się akademie i zajęcia kulturalne w świetlicy, wystąpiłem nawet w przedstawieniu, grając główną rolę „Marka Piegusa”, pechowego ucznia. W jednej ze scen miałem pobrudzić twarz atramentem, tak dokładnie to zrobiłem, że przez tydzień nie mogłem go zmyć. Szkoła organizowała wycieczki w których chętnie uczestniczyłem, np. do Kazimierza czy Zakopanego.

Wycieczka do Zakopanego
Wycieczka do Kazimierza, rejs statkiem po Wiśle
     Czas wolny, to przerwy na których było zawsze gwarno ,wesoło dużo zabawy i wygłupów. Graliśmy w hacele, cymbergaja i monetę. Zdarzały się niekiedy bójki, ale jak któregoś z nas Janusza lub mnie zaczepił jakiś chłopak, to zawsze miał do czynienia z duetem.
Absolwenci szkoły i dawni uczniowie, to lekarze, biznesmeni, urzędnicy, wojskowi, dyrektorzy zakładów, rolnicy, księżą, nie ma chyba zawodu w którym nie pracowałby uczeń trójki. Do tego sportowcy, wspomnę tylko Olimpijczyka i Mistrza Świata w ciężarach Mariana Zielińskiego czy kolegę z klasy Witka Guza z Koszarowej, wybitnego ciężarowca i trenera województwa Lubelskiego.
Po ukończeniu szkoły spotykałem, kolegów z klasy i szkoły w różnych sytuacjach i miejscach, często się wspólnie wspieraliśmy. Do dziś moim lekarzem rodzinnym jest Antoni Barański a neurologiem Teresa Serwacka.
W okresie kiedy, zarządzałem Bieluchem, miło wspominam współpracę z nauczycielem WF, Kazimierzem Prusem, który stworzył z chłopakami z trójki, zespół siatkówki. Zespół ten występował w lidze wojewódzkiej pod nazwą Komunalni a także w chełmskim TKKF, sensacją było jak chłopcy z podstawówki wygrywali z dorosłymi. Kazik organizował, także ciekawe obozy w górach dla dzieci i młodzieży, najczęściej w Zębie k. Zakopanego. Pamiętam jak zorganizował wymianę dzieci i młodzieży, żołnierzy amerykańskich z jednostek stacjonujących w Polsce z młodzieżą z Chełma. W tych imprezach uczestniczyła moja córka Edyta.
Wątek rodzinny. Szkoła obchodzi jubileusz 100 lecia. Moja rodzina od lat mieszkała i mieszka na ulicy Lubelskiej, Podgórzu czy Malowane. Babcia, ojciec i matka uczęszczali do szkoły podstawowej nr 3 przed II wojną światową w latach dwudziestych i trzydziestych. Ja i moi bracia Janusz i Andrzej ukończyliśmy tą szkołę. Moje córki uczęszczały do tego samego budynku, tylko była to już szkoła podstawowa nr 7.
Klasa mojego brata Andrzeja, lata 60
  Andrzej zaczynał naukę w szkole na Lubelskiej, a kończył w nowym budynku, na Rejowieckiej. Przed wojną ojciec ukończył tylko 5 klas szkoły podstawowej, bo rodziny nie było stać na dalsze kształcenie. Mama 6 klas, a jak rozpoczęła 7 klasę, wybuchła druga wojna światowa, a szkołę zamknęli Niemcy. 


Klasa Zofii Jędrzejewskiej 1935-1938 r.

Szkoła dała mam niezłe podstawy do dalszej nauki i pracy. Janusz, absolwent II Liceum Ogólnokształcącego w Chełmie oraz Politechniki Wrocławskiej, pracował w chełmskiej oświacie jako nauczyciel a zakończył jako Kurator w dawnym Województwie Chełmskim. Andrzej skończył Technikum Mechaniczne, Wyższą Szkołę Morską w Gdyni i do dziś pływa jako główny mechanik na statkach, po morzach i oceanach, ostatnio w Arabii Saudyjskiej, no a ja ukończyłem Technikum Rolnicze w Okszowie, liznąłem Akademię Rolniczą w Lublinie i praktycznie całe życie zawodowe, związany byłem ze Spółdzielnią Mleczarska w Chemie a zakończyłem jako jej Prezes.

Dla naszej Rodziny, Szkoła Podstawowa Nr. 3 im. Adama Mickiewicza
Była naszą szkołą.

Chełm 20.02.2018 r.                                                            Waldemar Skibiński

czwartek, 22 lutego 2018

Chłopak z Pilichonek. Heros sztangi.

Marian Zieliński /1929-2005/
Pierwszy Polak,który w podnoszeniu ciężarów:
                                                                           zdobył medal olimpijski /1956/, 
ustanowił rekord świata /1958/,
                                                              i wywalczył tytuł mistrza świata /1959/,
                                                                                                                
                                                             trzykrotny brązowy medalista olimpijski


               Marian Zieliński urodził się w Chełmie, Syn Jana i Marianny Jajus. Zielińskich, tyle o okresie kiedy przebywał w Chełmie, donoszą biografie o Marianie.
Losy mojej rodziny zetknęły się z rodziną Zielińskich. Rodzinne przekazy donoszą, że małżeństwo Jana i Marianny miało trójkę dzieci; Jankę, Mariana i Lucynę. Janka wychowywała się w Warszawie u ciotki. Jan Zieliński pracował jako robotnik w młynie, dawniej przy ulicy Pilichonki, dziś ul. Lubelskiej, miejscowi mówili, młyn Gryzińskiego. Mieszkał z żoną i dziećmi Marianem i Lucyną w domu przy ul.Malowane w jednym pokoju, wynajętym u Konstantego i Anny Skibińskich, mojego pradziadka i prababci. Dom był duży, typowo wiejski, kryty strzechą z dużą kuchnią z piecem chlebowym /z zapieckiem/
Skibińscy z ul. Malowane, zajmowali się rolnictwem, więc była także obora i stodoła i zwierzęta. Pamiętam ten dom, bo został rozebrany dopiero w latach dziewięćdziesiątych, często go odwiedzałem. W tym domu w 1929 roku, prawdopodobnie urodził się Marian Zieliński. Z okresu przedwojennego pamięta go moja mama, starsza od niego o trzy lata. Odwiedzała swoją babcię Annę a tam kręcił się mały Marian i Lucynka z którymi się bawiła.
Drugi przekaz rodzinny, pochodzi od mojego dziadka Wincentego Jędrzejewskiego, mieszkającego przed wojną przy ul. Pilichonki 48, dziś ul. Lubelska 202, blisko młyna Gryzińskiego. Dziadek miał małe gospodarstwo rolne i dorabiał dorywczo jako robotnik w młynie i dlatego znał Jana Zielińskiego. Jak wspominał dziadek, robotnicy pracujący w młynie, w wolnym czasie zakładali się, kto dalej przeniesie 200 kg zboża lub mąki /worek 50 kg pod jedną pachą, drygi pod drugą, trzeci uchwycony jedną dłonią czwarty drugą/. Był to specyficzny sposób uprawiania sportu ciężarowego. Podobno mój dziadek był w tym dobry.
Znajomość ta musiała być, stosunkowo bliska bo Wincenty został ojcem chrzestnym Mariana. Po wojnie jak Marian Zieliński zaczął osiągać sukcesy sportowe w podnoszeniu ciężarów, dziadek Wincenty często chwalił się, jakiego to ma słynnego chrześniaka.
Po wojnie, rodzina Zielińskich przeniosła się na ul. Trubakowską a Jan Zieliński zaczął pracować w młynie „ Boguszewskiego”
Marian Zieliński w latach 1936- 1938 uczęszczał do szkoły podstawowej nr 3 im. Adama Mickiewicza w Chełmie. Do tej samej szkoły, uczęszczałem i ja w latach 1954-1961. Tak się składa że w tej samej klasie co ja, uczyła się córka jego siostry Lucyny, nazywała się Szpakowska. Szpakowscy prowadzili kiosk ruchu przy skrzyżowaniu ul. Lubelskiej z Trubakowska obok stadionu Gwardii, dziś teren Chełmskiego Parku Wodnego
W latach 60-tych Marian Zieliński odwiedzał dawną dzielnicę Pilichonki i swojego chrzestnego Wincentego, byłem przy tych rozmowach, jako mały chłopak. Wydał mi się nieduży, dobrze zbudowany, skromny a zarazem pewny swego.
Chłopaka z Pilichonek, poznał cały świat, a mało znany jest w Chełmie. Dlaczego ? Powinniśmy to naprawić. Może nazwa ulicy lub inne pomysły?

                                                                                      Waldemar Skibiński


Wycieczka do Zakopanego, Uczniów Szkoły Podstawowej nr 3 w Chełmie. Około 1959 r.
W dolnym rzędzie pierwsza z lewej strony Lucyna Szpakowska z domu Zielińska siostra Mariana Zielińskiego. Za Misiem stoi, Krysia Szpakowska córka Lucyny. Waldek drugi w górnym rzędzie od prawa.