wtorek, 27 lutego 2018

Szkoła. STO LAT nauczania w Polsce

                                                                                                                                                                                                                 Szkoła Podstawowa nr.3    
                                                                          Im. Adama Mickiewicza 
                                                                          w Chełmie    


   Zbiórka harcerzy przed szkołą /zdjęcie wykonane w 1938 r./  Na zdjęciu pierwsza z prawej drużynowa Muzyka, córka dowódcy 7 pp stacjonującego w Chełmie oraz zuch Zofia Jędrzejewska.
                                   

Moje wspomnienia.

Do Szkoły Podstawowej nr 3 w Chełmie uczęszczałem w latach 1954-1961. Zostałem zapisany przez mamę, razem z bratem Januszem, ja miałem wtedy siedem lat a brat sześć. Mama chyba, zastosowała jakiś fortel z Panią Dyrektor, bo wtedy sześciolatkowie nie mogli chodzić do szkoły. W szkole wszyscy myśleli, że jesteśmy bliźniakami. Podobno byliśmy do siebie podobni, dlatego rodzice zakupili dla nas sweterki z inicjałami, na jednym była litera W na drugim J.
Pamiętam szkołę, jako dużą z czerwonej cegły. W środku były klasy, sala gimnastyczna i świetlica z pianinem. Na zewnątrz, plac do zabaw, bieżnia na
60 m, i ubikacje. Podłogi drewniane, stale były ropowane. Dzisiaj oceniam to na prymityw ale wtedy był to standard.
Kadra nauczycielska to w większości nauczyciele, którzy uczyli moich rodziców, jeszcze przed wojną ale też młodzi. Pamiętam dyr. Medyńską, nauczycieli Jankowską, Żmórkową, Prościńską, Urbanowską, Sieciechowicz.
I woźną Dziurową. Nauczyciele byli dla nas autorytetami, zapamiętałem ich jako dystyngowane panie z dużą powagą i dystansem do uczni. Była dyscyplina, kilka razy stałem w kącie.



Nauczyciele, Koleżanki i Koledzy z mojej klasy 















Uczniowie to koledzy z Krzyżówek Lubelskich i ul. Lubelskiej, których znałem i nowi z Pilichonek, Terpiczówki, Trubakowskiej, Malowane, okolicznych wiosek / Horodyszcze, Rutka, Majdan, Zawadówka. Ponadto dzieci kadry wojskowej z koszar. Dzieci rolników, robotników, mieszczan, kupców i inteligencji, a jeden chłopak pochodzenia Ormiańskiego. Szkoła nas wtedy integrowała.                              Co działo się w szkole ? Na początku uczyliśmy się pisać, czytać, liczyć. Pisaliśmy stalówką maczaną w atrament, lub ołówkiem. Był przedmiot kaligrafia, na którym poznawaliśmy tajniki ładnego pisania, byłem z tego niezły. WF odbywał się w sali gimnastycznej albo przed szkołą. W sali gimnastycznej, skakaliśmy przez kozła lub skrzynię, i gry zespołowe. Na małym boisku biegi na 60 metrów, skoki w dal i wzwyż, i granie w zbijanego. Co jakiś czas chodziliśmy na stadion na zawody z uczniami z innych szkól. Najlepszy w biegach był Władek Warzecha kolega z klasy. Po latach spotkałem go na biegach masowych w Chełmie, zawsze był w czołówce. Odbywały się akademie i zajęcia kulturalne w świetlicy, wystąpiłem nawet w przedstawieniu, grając główną rolę „Marka Piegusa”, pechowego ucznia. W jednej ze scen miałem pobrudzić twarz atramentem, tak dokładnie to zrobiłem, że przez tydzień nie mogłem go zmyć. Szkoła organizowała wycieczki w których chętnie uczestniczyłem, np. do Kazimierza czy Zakopanego.

Wycieczka do Zakopanego
Wycieczka do Kazimierza, rejs statkiem po Wiśle
     Czas wolny, to przerwy na których było zawsze gwarno ,wesoło dużo zabawy i wygłupów. Graliśmy w hacele, cymbergaja i monetę. Zdarzały się niekiedy bójki, ale jak któregoś z nas Janusza lub mnie zaczepił jakiś chłopak, to zawsze miał do czynienia z duetem.
Absolwenci szkoły i dawni uczniowie, to lekarze, biznesmeni, urzędnicy, wojskowi, dyrektorzy zakładów, rolnicy, księżą, nie ma chyba zawodu w którym nie pracowałby uczeń trójki. Do tego sportowcy, wspomnę tylko Olimpijczyka i Mistrza Świata w ciężarach Mariana Zielińskiego czy kolegę z klasy Witka Guza z Koszarowej, wybitnego ciężarowca i trenera województwa Lubelskiego.
Po ukończeniu szkoły spotykałem, kolegów z klasy i szkoły w różnych sytuacjach i miejscach, często się wspólnie wspieraliśmy. Do dziś moim lekarzem rodzinnym jest Antoni Barański a neurologiem Teresa Serwacka.
W okresie kiedy, zarządzałem Bieluchem, miło wspominam współpracę z nauczycielem WF, Kazimierzem Prusem, który stworzył z chłopakami z trójki, zespół siatkówki. Zespół ten występował w lidze wojewódzkiej pod nazwą Komunalni a także w chełmskim TKKF, sensacją było jak chłopcy z podstawówki wygrywali z dorosłymi. Kazik organizował, także ciekawe obozy w górach dla dzieci i młodzieży, najczęściej w Zębie k. Zakopanego. Pamiętam jak zorganizował wymianę dzieci i młodzieży, żołnierzy amerykańskich z jednostek stacjonujących w Polsce z młodzieżą z Chełma. W tych imprezach uczestniczyła moja córka Edyta.
Wątek rodzinny. Szkoła obchodzi jubileusz 100 lecia. Moja rodzina od lat mieszkała i mieszka na ulicy Lubelskiej, Podgórzu czy Malowane. Babcia, ojciec i matka uczęszczali do szkoły podstawowej nr 3 przed II wojną światową w latach dwudziestych i trzydziestych. Ja i moi bracia Janusz i Andrzej ukończyliśmy tą szkołę. Moje córki uczęszczały do tego samego budynku, tylko była to już szkoła podstawowa nr 7.
Klasa mojego brata Andrzeja, lata 60
  Andrzej zaczynał naukę w szkole na Lubelskiej, a kończył w nowym budynku, na Rejowieckiej. Przed wojną ojciec ukończył tylko 5 klas szkoły podstawowej, bo rodziny nie było stać na dalsze kształcenie. Mama 6 klas, a jak rozpoczęła 7 klasę, wybuchła druga wojna światowa, a szkołę zamknęli Niemcy. 


Klasa Zofii Jędrzejewskiej 1935-1938 r.

Szkoła dała mam niezłe podstawy do dalszej nauki i pracy. Janusz, absolwent II Liceum Ogólnokształcącego w Chełmie oraz Politechniki Wrocławskiej, pracował w chełmskiej oświacie jako nauczyciel a zakończył jako Kurator w dawnym Województwie Chełmskim. Andrzej skończył Technikum Mechaniczne, Wyższą Szkołę Morską w Gdyni i do dziś pływa jako główny mechanik na statkach, po morzach i oceanach, ostatnio w Arabii Saudyjskiej, no a ja ukończyłem Technikum Rolnicze w Okszowie, liznąłem Akademię Rolniczą w Lublinie i praktycznie całe życie zawodowe, związany byłem ze Spółdzielnią Mleczarska w Chemie a zakończyłem jako jej Prezes.

Dla naszej Rodziny, Szkoła Podstawowa Nr. 3 im. Adama Mickiewicza
Była naszą szkołą.

Chełm 20.02.2018 r.                                                            Waldemar Skibiński

czwartek, 22 lutego 2018

Chłopak z Pilichonek. Heros sztangi.

Marian Zieliński /1929-2005/
Pierwszy Polak,który w podnoszeniu ciężarów:
                                                                           zdobył medal olimpijski /1956/, 
ustanowił rekord świata /1958/,
                                                              i wywalczył tytuł mistrza świata /1959/,
                                                                                                                
                                                             trzykrotny brązowy medalista olimpijski


               Marian Zieliński urodził się w Chełmie, Syn Jana i Marianny Jajus. Zielińskich, tyle o okresie kiedy przebywał w Chełmie, donoszą biografie o Marianie.
Losy mojej rodziny zetknęły się z rodziną Zielińskich. Rodzinne przekazy donoszą, że małżeństwo Jana i Marianny miało trójkę dzieci; Jankę, Mariana i Lucynę. Janka wychowywała się w Warszawie u ciotki. Jan Zieliński pracował jako robotnik w młynie, dawniej przy ulicy Pilichonki, dziś ul. Lubelskiej, miejscowi mówili, młyn Gryzińskiego. Mieszkał z żoną i dziećmi Marianem i Lucyną w domu przy ul.Malowane w jednym pokoju, wynajętym u Konstantego i Anny Skibińskich, mojego pradziadka i prababci. Dom był duży, typowo wiejski, kryty strzechą z dużą kuchnią z piecem chlebowym /z zapieckiem/
Skibińscy z ul. Malowane, zajmowali się rolnictwem, więc była także obora i stodoła i zwierzęta. Pamiętam ten dom, bo został rozebrany dopiero w latach dziewięćdziesiątych, często go odwiedzałem. W tym domu w 1929 roku, prawdopodobnie urodził się Marian Zieliński. Z okresu przedwojennego pamięta go moja mama, starsza od niego o trzy lata. Odwiedzała swoją babcię Annę a tam kręcił się mały Marian i Lucynka z którymi się bawiła.
Drugi przekaz rodzinny, pochodzi od mojego dziadka Wincentego Jędrzejewskiego, mieszkającego przed wojną przy ul. Pilichonki 48, dziś ul. Lubelska 202, blisko młyna Gryzińskiego. Dziadek miał małe gospodarstwo rolne i dorabiał dorywczo jako robotnik w młynie i dlatego znał Jana Zielińskiego. Jak wspominał dziadek, robotnicy pracujący w młynie, w wolnym czasie zakładali się, kto dalej przeniesie 200 kg zboża lub mąki /worek 50 kg pod jedną pachą, drygi pod drugą, trzeci uchwycony jedną dłonią czwarty drugą/. Był to specyficzny sposób uprawiania sportu ciężarowego. Podobno mój dziadek był w tym dobry.
Znajomość ta musiała być, stosunkowo bliska bo Wincenty został ojcem chrzestnym Mariana. Po wojnie jak Marian Zieliński zaczął osiągać sukcesy sportowe w podnoszeniu ciężarów, dziadek Wincenty często chwalił się, jakiego to ma słynnego chrześniaka.
Po wojnie, rodzina Zielińskich przeniosła się na ul. Trubakowską a Jan Zieliński zaczął pracować w młynie „ Boguszewskiego”
Marian Zieliński w latach 1936- 1938 uczęszczał do szkoły podstawowej nr 3 im. Adama Mickiewicza w Chełmie. Do tej samej szkoły, uczęszczałem i ja w latach 1954-1961. Tak się składa że w tej samej klasie co ja, uczyła się córka jego siostry Lucyny, nazywała się Szpakowska. Szpakowscy prowadzili kiosk ruchu przy skrzyżowaniu ul. Lubelskiej z Trubakowska obok stadionu Gwardii, dziś teren Chełmskiego Parku Wodnego
W latach 60-tych Marian Zieliński odwiedzał dawną dzielnicę Pilichonki i swojego chrzestnego Wincentego, byłem przy tych rozmowach, jako mały chłopak. Wydał mi się nieduży, dobrze zbudowany, skromny a zarazem pewny swego.
Chłopaka z Pilichonek, poznał cały świat, a mało znany jest w Chełmie. Dlaczego ? Powinniśmy to naprawić. Może nazwa ulicy lub inne pomysły?

                                                                                      Waldemar Skibiński


Wycieczka do Zakopanego, Uczniów Szkoły Podstawowej nr 3 w Chełmie. Około 1959 r.
W dolnym rzędzie pierwsza z lewej strony Lucyna Szpakowska z domu Zielińska siostra Mariana Zielińskiego. Za Misiem stoi, Krysia Szpakowska córka Lucyny. Waldek drugi w górnym rzędzie od prawa.
                                                                                                       


środa, 15 marca 2017

Rowerzyści i wegetarianie

Słucham radia, oglądam telewizję, czytam gazety. Słyszę wypowiedzi ludzi o podziale polskiego społeczeństwa. Można powiedzieć że jest moda na kategoryzowanie polaków a raczej na przezywanie się nawzajem, tak jak dzieci /skarżypyta, gruba dynia/. Podobno jedni są lewakami inni rowerzystami i wegetarianami jeszcze inni komunistami i złodziejami do tego wytyka się wyznania religijne i światopogląd. 
Lubię w wolnej chwili pojeździć na rowerze, żona, dwie córki i wnuczka są wegetarianami. Obok mojego domu jest ścieżka rowerowa, widzę ludzi na rowerach, biegających, spacerujących, chodzących z kijkami, zadowolonych – uśmiechniętych. Czy to jest źle? To jest ich sposób na życie ich światopogląd.
Dawno temu przyjąłem zasadę „nie ma ludzi złych, na ludzi nie można się obrażać, ideologie ludzi dzielą a potrzeba działania łączy.” Zarządzałem przez 32 lata dużą firmą na kresach wschodnich, miałem do czynienia z różnymi ludźmi. Myślę że przyjęta dewiza pracy z ludźmi, wciągania ich do wspólnego działania, pozwoliła zrealizować wiele ciekawych przedsięwzięć gospodarczych a także społecznych. Korzyści wymierne mieli wszyscy; pracownicy, rolnicy, klienci, samorząd lokalny a do tego satysfakcję że się nam udało że w tym małym naszym sukcesie każdy miał swój udział.
Ostatnio czytałem książkę „Siła zamiaru” Sinielnikowa i spotkałem tam inny umowny podział ludzi /na podstawie moralności i odpowiedzialności za swoje czyny/
Pierwsza kategoria; to ludzie-zwierzęta. Ci którzy czekają, aż wszystko zostanie im podane jak na tacy. Jeśli tego nie otrzymają, zaczynają ryczeć, niczym nie dojone krowy. Zamiast działać samemu, wszystko brać w swoje ręce, potrafią tylko obwiniać, osądzać i krytykować innych.
Druga kategoria; to ludzie-bestie, drapieżcy. Zdolni są nakarmić siebie, zapewnić sobie niezłe życie. Ale przy tym nie obchodzą ich inni ludzie. Oni są gotowi zniszczyć podobnych do siebie.
Trzecia kategoria; to człowiek rozsądny. Taki, który jest zdolny zatroszczyć się o siebie, i o innych. On potrafi osiągnąć cel w taki sposób, żeby inni też otrzymali dla siebie coś istotnego i pożytecznego.
Wynika z tego że Karol Linneusz i Karol Darwin mylili się. Proces ewolucji dopiero się rozpoczął i do homo sapiens wielu osobom bardzo daleko. Coś w tym jest.

środa, 1 marca 2017

Ostatni list do Zofii

             Rudek pisze list ze szkoły oficerskiej w Moskwie.
Wyraża w nim swoje uczucia do dziewczyny i wspomina mile rodzinę z Chełma u której był zakwaterowany w czasie wojny. W liście ukazuje swoją samotność i tęsknotę do Zofii oraz sentyment i swój patriotyzm do Polski.
            Publikuję te listy, bo pokazują że nawet losy wojenne ludzi nie są przeszkodą w miłości i uczuciach. Ponadto jak młody człowiek potrafił pięknie, ponad 70 lat temu, o tym pisać. Rudolf był synem Dyrektora firmy wydobywającej ropę, mieszkali w Stanisławowie dzisiaj Ukraina, prawdopodobnie jak na tamte czasy był nieźle wykształcony. Zofia jak wybuchła wojna rozpoczęła naukę w 7 klasie Szkoły Podstawowej nr 3 w Chełmie, Niestety Niemcy we wrześniu 1939 r. zamknęli szkołę, a Dyrektora Zygmunta aresztowali na jej oczach i innych dzieci.
             Przepisałem list bo był zniszczony i mało czytelny, starałem się jednak zachować oryginalną pisownię.

             Notabene, nieznane są dalsze losy Rudolfa natomiast Zofia wyszła za mąż w Chełmie w 1946 r. i nie odpisała na ostatni list, nie doszło także do ich spotkania o którym pisał Rudi.   
   
                                                                                                                                                      Moskwa.10.1.1946 r.

Kochana Zosieńko !
Dziś ponownie kreślę do Ciebie tych kilka słów, skorzystałem z okazji że jeden ze znajomych wyjeżdża do Polski.
Droga Zosieńko Tyś już na pewno otrzymała mój list i zdjęcia który kilka dni nazad ja do Ciebie wysłałem, teraz tylko z niecierpieniem czekam odpowiedzi.
Ja Zosiu jak już wspominałem w poprzednim liście uczę ja nie najgorzej co prawda nauki jest masa no na to nic nie poradzisz. Naogół czas leci mi stosunkowo szybko. Z 15.1.1946 roku zaczynam zdawać egzamin za drugą połowę roku. W lutym będę po egzaminach miał tylko dwa tygodnie na wakacje a puzniej znowoż to samo-nauka. Latem dostanę urlop to znaczy gdzieś w lipcu na 40 dni pojadę do domu a i myślę przyjechać na jakiś tydzień do Polski tak że do Ciebie zajadę. Myślę że do tego czasu jeszcze my się zdążymy umówić stobą listownie. Proszę tylko Zosieńko pisz mi często chociażby tak jak ja Tobie /dobrze/. Zosiu Ty powież mi że u mnie nie ma takiego dnia żebym ja Ciebie nie wspominał. Wspominam te chwile u twoich rodziców którym nigdy nie zapomnę za tą dobroć którą oni mi udzielili. Wszystko było dobre tylko przecież jedno mniestale gnębiło, a mianowicie to żeś Ty nie chciała mnie zrozumieć i uwierzyć że ja faktycznie Cię pokochałem i kochałem. Mnie się wydawało że nic szczęśliwszego na tym świecie nie może być dla mnie prócz Ciebie. Zosiu no ty dziś powież mi że ja dalej tak. Myślę i tego przekonania jestem, tylko od czasu do czasu gnębi mnie jedna myśl, może mi coś bynajmniej wydaje żeś Tyś już wyszła zamąż, co wszystko może być możliwe przecież już minął rok kiedy ja opuściłem Chełm od Ciebie. Pomyśl już rok jak nas rozdziela tyle setek kilometrów i do tego nasza korespondencja jest tak marna, wyobraź sobie ja w ciągu 1945 r. od Ciebie otrzymałem tylko dwa listy i to zawsze stakim opóźnieniem. Te dwa listy zawsze mam około siebie i bardzo często ich czytam są one dla mnie bardzo drogie. Zosieńko ja Tobie wysłałem swoje zdjęcie, które na pewno już otrzymałaś i poproszę żebyś Ty również wysłała mnie swoje. Zosiu proszę tylko mi nie odmówić mojej prośby. W następnym liście ja Tobie znowuż wyślę zdjęcie będę tam w mundurze Czerwonej Armii. Tak ja tu przeważnie w moim chodzę tylko na wielkie święto i w niedziele ubieram polski mundór. No o tym pomówimy kiedy w lecie będę u Ciebie, do opowiadania będę miał dużo myślę że Ciebie wszystko będzie interesować. Droga Zosieńko na tym pozwól mi kończyć pisać tych kilka słów i jeszcze raz proszę Cię bardzo pisz mi dużo i często, nieskrywaj niczego a prosto pisz od szczerego serca i to co Ty myślisz i co jest w Twoim sercu. Ty mnie myślę po tych kilku listach rozumiesz i nie pomyśl że to jest jakaś obłuda a szczera prawda.
Zniecierpliwieniem czekam Twojej odpowiedzi na moje listy Całuję Cię mocno-mocno i jeszcze raz mocno
Twój Rudek

P.S.
Ucałuj od demnie mocno Mamusię, Tatusia, Kazię i Zbyszka

Zosiu pisz mi na adres
Mockba 20
poprobuj pisać także na ten drugi adres który napewno masz ja Ci przecież go podawałem



niedziela, 12 lutego 2017

Drugi list do Zofii

Dziewczyny z tamtych lat


         












Dziewczyny z tamtych lat




        Zofia poznała Rudolfa  w lipcu 1944 roku, miała wtedy 18 lat.
Rudolf  był  żołnierzem I Armii LWP która wyzwalała Chełm i otrzymał przydział na kwaterę u jej rodziców na ul Lubelskiej dzielnica Pilichonki. Pochodził ze Stanisławowa obecnie Ukraina, a jego ojciec pracował w firnie wydobywającej ropę. Po wojnie został wysłany do Moskwy na Akademię Wojskową, skąd pisał listy przepojone tęsknotą za Chełmem i Zofią.




Dziewczyny z tamtych lat
Dziewczyny z tamtych lat

środa, 11 stycznia 2017

Pierwszy list do Zofii

16-sto letnia Zofia na zabawie w prywatnym domu (przy ul. Kaflarskiej - dawna dzielnica Chełma Terpiczówka) poznaje Heńka . Zofia wpadła w oko chłopakowi, który wraz z bratem (Piotrem) był w tym czasie w partyzantce. List jest smutny, mówi o nieodwzajemnionej miłości, samotności oraz o niepokoju podczas czasu wojennego.
Zofia i Zofia












  









sobota, 7 stycznia 2017

Historia domu przy ul.Pilichonki 48, ul. Lubelskiej 196 i 202 w Chełmie

Moja mama Zofia Skibińska z domu Jędrzejewska,
kończy w tym roku 91 lat, ma bardzo dobrą pamięć,
opowiada rodzinie jak było kiedyś, wspomina ludzkie
losy, zwyczaje, przypomina naszych przodków i przyjaciół.
Spróbowałem te wspomnienia zapisać,
uzupełniając faktami historycznymi.

                                                              Dom Lubelska 202 fot. 04-01-2017 r.

 Dom przy ul. Lubelskiej 196 / przed wojną Pilichonki 48/ w Chełmie pobudował Ludwik Jędrzejewski w latach 1880 – 1884
Ludwik Jędrzejewski urodził się w Chełmie w 1853 roku. Ojciec Wincenty a matka Zofia z domu Wasyńczuk. Miał rodzeństwo, brata Juliana urodzonego w 1852 roku i siostrę Mariannę, która wyszła za mąż za Backiela. Zagadką do dzisiaj jest, gdzie był dom rodzinny Ludwika, można domniemywać: ul Majdan, ul Jordana lub Kolejowa.
Ludwik mając 18 lat został wcielony do wojska rosyjskiego / Chełm był w tym czasie pod zaborem rosyjskim/. Brał udział w wojnie rosyjsko – tureckiej o Bałkany/ 1877-1878/.
Z wojska wrócił po 7 latach prawdopodobnie były to lata 1878-1880. W tym czasie dom przy ul Pilichonki budowała jego siostra Marianna po mężu Backiel, miała małe dzieci i kolejne w drodze. Rozpoczął budowę domu na polu po drugiej stronie ul. Pilichonki, naprzeciw domu swojej siostry. W tym czasie prawdopodobnie mieszkał kontem u siostry. Po wybudowaniu domu, 12-01-1888 roku zawarł związek małżeński z Anną Krawczyńską z Majdanu. Anna urodziła się w 1866 roku jako dziecko Tomasza i Anieli Krawczyńskich z domu Łatwińska.
Ludwik uważany był za starego kawalera a z wojska przywiózł pieniądze które mógł przeznaczyć na budowę domu. Ludwik i Anna Jędrzejewscy mieli czterech synów: Mieczysława urodzonego 28-12-1888 roku, Józefa, Władysława i Wincentego.Wincenty był najmłodszy, urodził się 22-01-1900 r. Mając 20 lat został powołany do wojska, służył w jednostce wojskowej w Równym jako radiotelegrafista.                                                                                                       
                                  Wincenty z lewej strony /fot.Równe około 1920 r./

 Pobudowany dom był drewniany, pokryty strzechą. Małe okienka, podłoga w kuchni z gliny, w pokojach z desek. Najważniejsze że była kuchnia i piec chlebowy i do tego komin. Raz w tygodniu podłoga w kuchni była malowana żółtą gliną. Dom z zewnątrz był szalowany deskami, wyróżniał się łukami pod strzechę, wspomina Zofia.
Spadkobiercami domu po śmierci w 1914 roku Ludwika Jędrzejewskiego zostali Wincenty i Stefania Jędrzejewscy z domu Skibińska z ul. Malowane. Pobrali się w 1925 roku a w 1926 r urodziła im się córka Zofia. 



                                                                  Wincenty i Stefania


 Mieszkańcami domu przy ulicy Pilichonki 48 na podstawie zapisów w książce meldunkowej byli:
zameldowani w 1929 r – Wincenty Jędrzejewski
  • Stefania Jędrzejewska
  • Zofia Jędrzejewska
  • Anna Jędrzejewska matka Wincentego
  • Michał Skibiński brat Stefani
  • Konstanty Kosiarski lokator ur. Lubartów
  • Adela Kosiarska lokator ur Radom
  • Anna Kosiarska lokator ur. Radom
  • Bogumił Kosiarski lokator ur. Radom
  • Maria Kosiarska lokator ur. Radom
zameldowani w 1931 r. - Leontyna Skibińska matka Stefani ur. Bieławin
wymeldowani w 1931 r. - Kosiarscy, Skibiński Michał, Skibińska Leontyna
zameldowani w 1931 r. - Paweł Lońc lokator ur. Przeworsk
    - Aniela Lońc lokator ur. Łańcut
zameldowani w 1932 r. - Władysław Ficek lokator ur. Maków
    - Antonina Ficek lokator ur. Zakrzewek
    - Henryk Ficek lokator ur. pow. Lubelski
zameldowani w 1933 r. - Stefan Pukało lokator ur. Chełm
    - Anna Pukało lokator ur. Chełm
    - Maria Pukało lokator ur. Chełm
    - Anna Pukało lokator ur. Chełm

    - Józef Pukało lokator ur. Chełm
    - Iżyna Pukało lokator ur. Chełm
    - Jan Pukało lokator ur. Chełm

                Niestety dom spłonął jesienią 1935 roku gdy Zofia miała 9 lat. Wspomina że spała jak ją obudzili i oknem wynieśli a było to około godziny 23 , na zewnątrz palił się dach ze słomy, przyjechała konna straż pożarna z pompami wody napędzanymi ręcznie. Ogień został ugaszony ale z domu pozostały tylko nadpalone ściany, komin z kuchnią i piecem. Niestety nie dostali żadnego odszkodowania bo stał komin.
Pożary domów w tym czasie były dość częste, Zofia pamięta jak naprzeciw ich domu w tym samym roku spłonął dom jej stryja Mieczysława Jędrzejewskiego
Wincenty na strop dachu nałożył słomę i tak dalej mieszkali ale była jesień, przyszły deszcze, woda lała się do środka no i perspektywa zimy. Wynajęli mieszkanie u Backiela naprzeciw i tak przezimowali.
Na wiosnę Wincenty ze Stefanią zaczęli budować nowy dom. Wincenty dostał odszkodowanie za wykupioną przez jednostkę wojskową działkę przy ul Koszarowej było to 1000,00 zł, przeznaczył je na nowy dom. W Sawinie kupili drewniany budynek mieszkalny postawiony w stanie surowym, niewykończony. Zatrudnili cieślę Jokisza, a znajomi mieszczanie z Chełma / Rojewscy, Słomińscy, Fałkowscy, Nafalscy i inni/ w jeden dzień rozebrali i przewieźli z Sawina do Chełma wozami konnymi. Cieśla Jokisz oznaczył poszczególne elementy drewniane ołówkiem stolarskim i od nowa dom składał. Dom był dwurodzinny, pokryty gontem, został pobudowany przez lato ale wykończono tylko jedną część. Komin ,kuchnię i piec stawiał Adamczewski z Koszarowej. Na jesieni 1936 r Stefania, Wincenty i Zofia zamieszkali w nowym domu.
W 1937 roku przystąpili do wykończenia drugiej części oraz pobudowania pieców kaflowych do ogrzewania. Do tego potrzebne były pieniądze, dlatego wydzierżawili tą drugą część domu dla rodziny Franciszka Bałka który zapłacił czynsz za rok z góry. Kafle Wincenty kupił w Kaflarni na ul. Kaflarskiej był to pierwszy gatunek. 



Rodzina Bałków
Franciszek Bałka był podoficerem VII Pułku Piechoty Legionów który stacjonował w Chełmie. Zamieszkał z żoną Sabiną i 3 synami: Józefem, Edmundem i Zenonem. Syn Józef w 1949 roku jako uczeń Technikum Mechanicznego na lekcji powiedział prawdę o Katyniu za co został przez sąd skazany na 3 lata więzienia. Jego bracia po wojnie służyli w wojsku ale także byli przez wiele lat szykanowani. To właśnie o Józefie wspomniał Prezydent Lech Kaczyński w ostatnim swoim przemówieniu, które miał wygłosić w Katyniu.
Uczniowie za prawdę o Katyniu szli do więzienia”


Franciszek i Sabina Bałka (zdj. przesłane przez Andrzeja Bałka)

            We wrześniu 1939 r. jak wybuchła II wojna i Niemcy zaatakowały Polskę, ogłoszono mobilizację do wojska Polskiego. Z Pilichonek w tej wojnie udział brali: Franciszek Bałka; Marian Jorman; Sobieraj; Edward, Tadek i Marian Skibińscy. Po miesiącu - dwóch wrócili z wojny. Franciszek Bałka podjął pracę fizyczną w młynie. Była bieda, trzymali krowę na mleko dla rodziny. Dzieci z workami ścinały trawę z miedz aby ją wyżywić a ojciec przynosił z młyna odpady zbożowe.
Podczas okupacji niemieckiej Zofia, na zabawie w prywatnym domu przy Kaflarskiej u Langiewiczów poznała Henryka Pietrzykowskiego z Rudki, który później w 1942 roku będąc w partyzantce pisał do niej listy pełne smutku i tęsknoty.


Zdjęcie z wesela (1. Zofia Skibińska; 2. Bronisław Langiewicz; 3. Zofia Krupińska; 4. Rękas, którego rodzina mieszkała u Stefanii i Wicentego Jędrzejewskich).


W czasie okupacji niemieckiej w domu Wincentego i Stefanii w dalszy ciągu mieszkała rodzina Bałków a dodatkowo administracja niemiecka dokwaterowywała swoich żołnierzy, którzy kierowali ruchem drogowym na krzyżówkach lubelskich. Ze wspomnień Zofii wynika, że byli to Niemcy przyjaźnie nastawieni do domowników. W 1944 roku, jak zbliżały się wojska radzieckie , rodzina Bałków bojąc się represji przeniosła się do znajomych na wsi. Pod koniec okupacji do domu przy ul. Pilichonki 48, wprowadzili się Zbyszek i Kazia Barańscy z synem Antonim. Zbyszek był fryzjerem a Kazia pracowała w PSS przy ul. Kolejowej w hurtowni jaj. Syn Antoni którego wszyscy nazywali Tosiem został lekarzem, pracuje do dziś w Chełmie jako lekarz rodzinny. Rodzina Barańskich mieszkając jako lokatorzy, trzymali kozę, na mleko dla rodziny i ze względu na gruźlice której nabawił się Zbyszek.

                  Rodzina Kosiarskich i Barańskich
We wspomnieniach Zofii bardzo często przewija się opowieść o rodzinach Kosiarskich i Barańskich, które mieszkały w domu przy ul. Pilichonki 48, ale w różnych okresach. Kosiarscy do Chełma przybyli prawdopodobnie z Radomia, Konstanty otrzymał ofertę pracy jako drogomistrz a kobiety były nauczycielkami na wioskach. Zofia Kosiarska wyszła za maż za Tomaszunasa z Podgórza i uczyła dzieci w szkole w Stołpiu, podobno była bardzo piękną kobietą i ładnie się ubierała. Konstanty Kosiarski to drugi maż Adeli. Pierwszy mąż (Barański) zmarł. Z pierwszego małżeństwa miała syna Aleksandra, który wyjechał do Petersburga gdzie pracował jako urzędnik w banku. Należy przypuszczać że powodem wyjazdu mogła być kobieta albo praca
Syn Adeli, Aleksander Barański poślubił żonę w Petersburgu, kobietę z wyższych sfer, z którą miał syna Zbyszka Barańskiego, urodzonego w 1919 r. Niestety żona zmarła, Aleksander Barański z synem Zbigniewem wrócił do Polski. Mogło to być w latach 1929-1931 bo w tym czasie odwiedzili mamę, a zarazem babcię Adelę Kosiarską gdy mieszkała przy ul Pilichonki 48. Zbyszek pozostał pod opieką babci, oraz sióstr przyrodnich a jego ojciec pojechał za pracą do Warszawy. Podjął pracę w Banku, poślubił kobietę która pochodziła z miejscowości Łask. Mieszkali na Nowogrodzkiej, koło poczty.
Zbyszek został zabrany przez ojca do Warszawy gdzie miał chodził do szkoły. Niestety ojciec nie zajmował się synem a macocha tym bardziej. Zbyszek więcej do szkoły nie chodził niż chodził. Był cały czas głodny, macocha żywność miała zamkniętą na klucz, rano wydawała mu kromkę chleba, a na noc przynosił siennik z piwnicy i tak spał. Wychowywał się na warszawskich podwórkach i na bazarach. Tam zawsze można było dostać coś do jedzenia za drobne prace.
Aleksander Barański mimo że pracował jako urzędnik w banku, miał skłonność do hazardu. Zbyszek opowiadał Zofii taką historię :
Ojciec wrócił wieczorem do domu z pączkami,
macocha pyta:
- a gdzie pieniądze z wypłaty?
Ojciec:
-nie mam, przegrałem na wyścigach konnych na Służewcu.”
Aleksander Barański ojciec Zbyszka zmarł, pogrzeb był uroczysty prawdopodobnie zorganizowany przez bank. Zofia wspomina, że Zbyszek pokazywał jej zdjęcie na którym trumna była wieziona na karawanie konnym, a Zbyszek szedł za trumna.
Po śmierci ojca Zbyszka zabrał brat macochy na wieś do Łaska koło Łodzi. Trafił na wieś do gospodarstwa rolnego gdzie była krowa, i nie było większego problemu z żywnością. Sam Zbyszek wspomina że było mu tam bardzo dobrze. Ponadto brat macochy u którego mieszkał, dodatkowo zajmował się fryzjerstwem i przyuczył go do tego zawodu. Babcia Zbyszka Adela Kosiarska nie mogła się pogodzić że jej wnuk, trafił do obcych ludzi, wysłała męża Konstantego do Łaska, który zabrał Zbyszka do Chełma, mieszkali wtedy na ulicy Jordana.
Zbyszek poznał Kazię Seredę która mieszkała na ul. Chłodnej, często odprowadzał Ją z pracy do domu i był zapraszany na jajecznicę ze stłuczek
Pobrali się na początku okupacji niemieckiej około 1941 roku, i zamieszkali na ulicy Chłodnej w bardzo małym mieszkanku jej matki, w 1942 roku urodził się Antoni Barański.


Losy wojenne połączyły rodziny Zofii /z domu Jędrzejewska/ i Alfreda Skibińskiego, Kazi i Zbyszka Barańskiego, a przyjaźń i sentyment trwa do dziś.


                   Wyzwolenie Chełma w lipcu 1944 roku przez wojska rosyjskie, we wspomnieniach Zofii, która w tym czasie przebywała w swoim domu rodzinny przy ul. Pilichonki. Niemcy, broniąc się wycofywali. Wincentemu i Stefani zabrali konia i wóz, mieli oddać jak wyjadą za Chełm . Stefania i Czepielowa pojechały aby wrócić z końmi ,niestety wróciły pieszo. Niemcy założyli bazę w Kumowej Dolinie, wojska radzieckie atakowały. Ze wspomnień Zofii:
Widziałam ogromną falę ludzi, szli, jechali furmankami, samochodami, czołgami, drogą ,polami, między domami.”
W pobliżu domu Zofii rozegrała się bitwa w której między innymi brał udział czołg niemiecki z czołgiem radzieckim. W wyniku tych walk, w dom trafił pocisk ale nie wybuchł, natomiast zapaliły się pomieszczenia gospodarcze oraz zabudowania sąsiadów Szczerbaków. Czołg rosyjski został trafiony; jeden żołnierz zginął a trzech się uratowało.
Wraz z żołnierzami rosyjskimi do Chełma trafili żołnierze polscy z I Armii ludowego Wojska Polskiego. Do domu Stefanii i Wincentego przydział na kwaterę otrzymał porucznik Rudolf Szczepanik . Pochodził ze Stanisławowa (obecnie Ukraina) a jego ojciec pracował w przemyśle wydobywającym ropę naftową. Rudolf zaprzyjaźnił się z domownikami a szczególnie polubił Zosię i małego Tosia. Po wojnie został wysłany do Moskwy na Akademię Wojskową, skąd pisał listy do Zosi, pozdrawiając wszystkich domowników.

Wspomnienia spisał Waldemar Skibiński Chełm 2017– 01 - 04